Teraz się wszystko tak nagromadziło, że musiałabym pisać parę postów dziennie, ale to dobrze. Boję się tylko, że później znowu będzie zastój. 2 dni temu chłopacy wrzucili kolejnego Tour Bloga, na którym nawet mogę się pochwalić, się załapałam razem z koleżanką :)
W najnowszym numerze Kerranga! jest dołączona płyta z coverami zespołu Nirvana. Znajduje się na niej 14 kawałków, takich jak:
01. Smells Like Teen Spirit - Arcane Roots
02. In Bloom - Framing Hanley
03. Come As You Are - Deaf Havana
04. Breed - Rise To Remain
05. Lithium - Francesqa 06. Polly - Young Guns
07. Territorial Pissings - The Dillinger Escape Plan
08. Drain You - Kids In Glass Houses
09. Lounge Act - Evile
10. Stay Away - The Blackout
11. On A Plain - Frank Turner
12. Something In The Way - Spycatcher
13. Endless, Nameless - Dangerous!
14. Sliver (bonus track) - We Are The Ocean
Na YouTube już krążą te piosenki, dlatego cover zrobiony przez Young Guns również wrzucę (niestety treść została zablokowana na odtwarzanie w innych serwerach, więc trzeba kliknąć przycisk "odtwarzaj w YouTube"), jednak osobiście muszę się udać do Empiku i zakupić ten numer :)
Chłopacy są już w Australii, dzisiaj spędzali chilloutowy dzień z koalami i kangurami ;) Już w niedzielę dają pierwszy koncert z ich australijskiej trasy - w Sydney.
Mam nadzieję, że kiedy wrócą do Europy zdążą trochę wypocząć przed swoją kolejną, tym razem europejską trasą, którą również zahaczają o nasz kraj :)
M.
HMV Forum zaciekawiło mnie od samego początku, tak mi się ten klub spodobał, że nie mogłam się doczekać, aż w końcu zobaczę go na żywo. Nie pomyliłam się, utrzymany w klimacie teatru, wyglądało wszystko bosko.
Jako pierwszy na scenę wyszedł support Dangerous! Fajna kapela z Australii. Wokalista był bardzo energiczny i miał świetny kontakt z publiką. Sporo ludzi ich znało, więc śpiewali razem z zespołem. Naprawdę można się było na nich nieźle pobawić. Parę razy Tommy (wokal) schodził ze sceny i znikał niewiadomo gdzie, raz śpiewał sobie w publice. Było naprawdę miło, nikt się nie pchał, nie wnerwiał czysta zabawa i super muzyka. Polecam.
Następni byli The Xcerts, czyli angielski zespół z Aberdeen. Tu zacznie się mniej pozytywna część. Wokalista nie miał w ogóle kontaktu z publiką, przynajmniej wg mnie. Nie porwała mnie ta kapela w ogóle. Niby muzykę mieli okej, ale brakło tej atmosfery, tej zabawy. No brakło wszystkiego po prostu. Były osoby, które się bawiły, owszem, ale no cóż, nie wszyscy. Zespół pewnie dobry do słuchania w domu, na płycie. Z drugiej strony są młodzi, może się wyrobią, wszystko przed nimi.
Trzecim z kolei supportem był zespół na który osobiście sama czekałam, czyli Every Avenue. Urzekli mnie już przed wyjazdem, a jak zobaczyłam ich na żywo to potwierdziłam teorię jeszcze bardziej (obecnie ciągle słucham ich muzyki, serio). David (wokal) oprócz dobrego śpiewu i kontaktu z publiką, był też zabawny, zwłaszcza jak co chwila popijał piwo Jack’iem Danielsem. Niestety podczas ich występu doszło do małego wypadku. Tak muzycy wczuwali się w muzykę, że w pewnym momencie Jimmie (gitara) skoczył tak niefortunnie, że złamał bądź skręcił sobie nogę. Nie od razu to wyszło, wszyscy myśleli, że leżąc na ziemi i grając dalej swoje partie, po prostu robi sobie jaja, niestety tak nie było. Do końca koncertu stał już tylko z tyłu na jednej nodze grając i śpiewając swoje partie. Jeżeli musiało stać się coś takiego to już lepiej, że podczas ostatniego koncertu. Na koniec ostatniej piosenki David skoczył w tłum i miałam tę „przyjemność” goszczenia jego ciała na swojej głowie, cóż, ale przeżyłam, a to chyba najważniejsze. Band zdecydowanie godny polecenia i na płytach i na żywo, nic tylko pojechać kiedyś na ich gig.
Kiedy ostatni support zszedł ze sceny oczywiście weszła gwiazda tego wieczoru, czyli Young Guns. Zaczęli Elements i wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że w połowie piosenki wysiadło oświetlenie, jakie chłopacy mieli przygotowane na występ. Zagrali jednak do końca tę, oraz Sons of Apathy. W klubie panowała ciemność, jedynie flashe aparatów umożliwiały widzenie czegokolwiek, co działo się na scenie. Po tej piosence cały zespół zszedł na backstage, jedynie Gustav wyszedł i tłumaczył co się stało, chociaż sami do końca nie wiedzieli. Trwało to parę minut, wyszedł po raz drugi i poprosił, aby wszyscy w jednym momencie zrobili mu zdjęcie z lampą błyskową. Tom Barnes wszystko nagrywał ze sceny, efekt jest niesamowity, co można zobaczyć niżej.
Ze światłem niestety nic nie dało się zrobić, więc włączyli tylko jakieś za sceną, żeby była jakakolwiek widoczność i koncert trwał dalej. Następne było D.O.A i nowa piosenka, chociaż grana już tyle razy, że nie taka nowa, Bones. Kontakt z publiką był świetny, zabawa była przednia, chociaż w tłumie zrobiło się już naprawdę bardzo, bardzo ciasno. Osobiście zostałam pokopana przez jedną dziewczynę, która stała w pierwszym rzędzie, bo oczywiście, to moja wina, że cała chmara ludzi za mną pcha się do przodu i ją przygniata do barierki, no ale, że stałam zaraz za nią, no to cóż, oberwałam. Po czymś nowym wrócili do Stitches. Za każdym razem uwielbiam mówić jak kocham w tej piosnce i w Weight Of The World, solówkę Johna na gitarze, naprawdę kocham! Później było Crystal Clear i After The War. Miło wiedzieć i słyszeć, że zespoły nie zapominają o swoich starych kawałkach. Również na tym koncercie nie zabrakło piosenek z ich EP’ki Mirrors. Zagrali bowiem There Will Be Rain i Daughter Of The Sea. Chociaż i tak nadal czekałam na inną, którą dane było mi usłyszeć zaraz po nich, bo poleciały dźwięki Winter Kiss. Słuchając jej czuję się jak w transie, a wersja live jest jeszcze lepsza, naprawdę, to co, w tamtym momencie przeżywałam w środku jest nie do opisania. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się ich zabawa na scenie. O skokach Gustava nie muszę nic pisać, ale ciągły smile na twarzy Simona jest taki uroczy. Przedostatnią piosenką była również jedna z nowego albumu, który mam nadzieję ukaże się już niedługo, czyli Brothers In Arms. Ocenienie jej zostawię jednak dopiero, jak usłyszę wersję studyjną, bo koncert jak koncert, wiadomo nie słychać wszystkiego, a w ich twórczości teksty piosenek mają to coś, co warto jest wiedzieć, dlatego poczekam. Ostatnie było Weight Of The World, w czasie którego Gus również wskoczył sobie w publikę (kolejny wokalista, którego miałam na głowie), jednak nie tak szczęśliwie jak David. Wpadł w tłum i znalazł się na podłodze. To były przerażające chwile, bo publika „gdzie jest Gus?” ochrona to samo i zrobił się kocioł, dosłownie. Byłam już tak ściśnięta, że czekałam na odgłos łamanych żeber, ale nagle się rozluźniło i Gustav się wyłonił wracając na barierkę tuż przede mną, gdzie podziękował i pożegnał się z tłumem.
Po koncercie poszłam z koleżanką czekać na chłopaków w międzyczasie robiąc sobie zdjęcia z innymi, którzy się nawinęli. Było bardzo śmiesznie. Jednak spotkanie po koncertowe zatrzymam dla siebie. Dla was dorzucę jeszcze fotki.
Z koncertu chciałam mieć jeszcze pamiątkę, więc dla odwrotności tego, co będzie w Warszawie, wzięłam flagę, którą zabrałam dla siebie, z podpisami chłopaków.
Teraz zostało mi tylko czekać na październik i koncerty w Poznaniu oraz Warszawie. Mam nadzieję, że mały klub będzie mieć jeszcze lepszy wpływ na odbiór i dobrą zabawę. Dla tych którzy jadą – życzę miłej zabawy, pewnie się spotkamy! A chłopakom przyjemnego grania w Australii.
Pozdrawiam,
M.
Czasami nie mogę odnaleźć przez usługę tego, co bym chciała wstawić, więc niestety w linku :(
M.
9/05/2011
Witam, tak, znowu była cisza, no ale nadrabiam bo i sama dostałam trochę info, a tak była cisza. Na początku skromna galeria z występu Young Guns na Merthyr Rock
Przy okazji rozpoczęcia trasy koncertowej od razu filmik nowej piosenki. Jakość jest straszna, w sumie nic nie słychać, ale jak ktoś jest wytrwały, to proszę bardzo:
Oraz wrzucony przez samych chłopaków krótki video blog z sesji zdjęciowej "od kuchni"
Ja już ogólnie żyję Londynem i obiecuję, że jeżeli światło będzie tak samo genialne jak ostatnio na koncercie Simple Plan, to obsypię tego bloga fotami i filmikami!
Pozdrawiam,
M.